Od kilku lat zacząłem odczuwać dość silne bóle w okolicy lewej brwi podczas lądowania na samolocie. Dziwne jest to, że nie zdarza się to za każdym razem. Myślę, że to jak 50/50. Raz boli jak diabli, a innym razem to nic.
Tydzień temu miałem bardzo źle na drodze do wakacji. Boli przez 2 dni po wylądowaniu. W drodze powrotnej wcale nie bolało.
Sądzę więc, że muszą istnieć pewne czynniki, które wpływają na to i pewne sposoby zapobiegania lub przynajmniej minimalizowania prawdopodobieństwa i nasilenia bólu. Słyszałem, że może to być związane z wypchanym nosem. Tak więc, chociaż nie odczuwałem zauważalnego przeziębienia, starałem się wydmuchać nos, gdy samolot zaczął schodzić w drodze powrotnej i to mogło pomóc. Ale trudno to stwierdzić na pewno, ponieważ, jak wspomniano powyżej, i tak nie zdarzyło się na każdym lądowaniu. Może zależy to tylko od „stylu” lądowania (prędkości itp.) I nic nie mogę na to poradzić.
Jakakolwiek rada?